„Ja wiem lepiej”, czyli izolacja i autodestrukcja

„Ja wiem lepiej”, czyli izolacja i autodestrukcja

with 8 komentarzy

„Ja wiem lepiej”, czyli izolacja i autodestrukcja

„Ja wiem lepiej”, „Ja wiem swoje”, „Co Ty tam wiesz”, „A tam! Co on mi będzie gadał…” – coś Ci to przypomina?

Ja wiem lepiej. Czy na pewno?

– A ojciec jest?

– Nie. Nie ma. W szpitalu.

– Znowu? Przecież wyszedł niedawno.

– No znowu… Niestety.

– A co się znowu stało? Coś poważnego?

– Co, co! Normalnie – jak się nie wie, że nie wszystko można po zawale to tak się kończy. Popracował, pohulał, diety nie trzymał… I trzeci zawał, trzeci stent. No niedobrze…

Posłuchaliśmy tego dialogu z narzeczoną, popatrzyliśmy po sobie, oczyma mówiąc: „No tak, skąd my to znamy…”, życzyliśmy pani z jubilerskiego, by tata szybko wrócił do zdrowia i wszystko dobrze się skończyło. Wyszliśmy, niczego nie kupując, bo nic się nie spodobało nam na tyle, by to kupić, a na obrączki było jeszcze za wcześniej.

Chyba z podobnych pobudek chyba ów tata nie kupił zaleceń lekarza. Nie podobały się i było za wcześniej. Pomyślał być może: „Ja wiem lepiej”.

ja wiem lepiej

Syndrom „Ja wiem lepiej”, czyli izolacja

Zwierzęta są podobno głupsze od ludzi. Dlatego pewnie nie zjedzą bądź nie wypiją czegoś, co może im zaszkodzić; gdy są chore to starają się oszczędzać siły; potrafią znaleźć czas na odpoczynek; nie używają papierosów, alkoholu, narkotyków (choć udowodniono naukowo, że mogą się uzależnić, to jednak bierze się z tzw. pętli nawyków). No idioci. Człowiek natomiast korzysta i robi z przekonaniem: Ja wiem lepiej.

Syndrom „Ja wiem lepiej” wyróżnia zresztą psychologia. Natrafiłem na pewien artykuł, gdzie faktycznie pani psycholog stwierdza, że istnieją osoby wiedzące lepiej, którym wydaje się, że są w stanie przewidywać przyszłość bądź stanowić o teraźniejszości. W kontaktach z innymi, osoby z tymże syndromem przejawiają zwykle formy ochronną oraz krytyczną. Oczywiście w stosunku do innych. Same są tak naprawdę odizolowane.

Przypadki typu „Ja wiem lepiej” sądzą, iż najlepiej: znają nasze potrzeby („Zjedz, bo nic nie jadłeś”, „Zmęczyłeś się, idź odpocznij”), przewidują konsekwencje („Na pewno będziesz chora”, „Zostaw, bo sobie krzywdę zrobisz”), znają stan naszego zdrowia („Na pewno jesteś chora”, „Ona pewnie ma raka”), wiedzą, co dla nas dobre („On do Ciebie nie pasuje”, „Będziesz z nią nieszczęśliwy”). W konsekwencji takie jednostkom wydaje się, że są zobowiązane wszystkim sterować i każdemu pomagać. Często jednak nie potrafią pomóc same sobie.

Zobacz też:  http://hadozet.pl/nienawidze-cie-jestes-mi-potrzebny/

Ja wiem lepiej. Co Ty mi będziesz p…

Mam dwie babcie. I jedna, i druga potrafiły narzekać, że „już nie dadzą rady”, że napracowały się i wszystko je boli, po czym… Dalej zapierniczały i znowu się uskarżały. Jedna pomimo zaleceń lekarza („Ja wiem lepiej”), druga – pomimo sygnałów organizmu („Ja wiem lepiej”). Też pewnie masz kogoś takiego w rodzinie. To zresztą zjawiska pokoleniowe – z babci przechodzą na mamy, z dziadków na ojców, a z rodziców potrafią przechodzić na nas.

Powinienem więcej się ruszać, bo jestem otyły? Świetnie, przejdę się po chipsy do sklepu.

Lekarz powiedział, żeby rzucić palenie, bo na prześwietleniu płuca nie wyglądają za dobrze? Co on tam wie. *zaciągnięcie się* Nie charczę, nie kaszlę, jest OK.

Musze ograniczyć wysiłek, bo serce i wiek już nie te, a i tłuste przydałoby sie odstawić? W porządku, popracuję na działce. Sześć godzin. Na słońcu.

Kiedyś, z powodu bradykardii, serce stawało mi nocą na kilka sekund. Miałem puls wynoszący około 42 uderzeń na minutę, nocą spadał do 30 z hakiem. Lekarz mówił: „Maciek, możesz się którejś nocy nie obudzić, jeśli dalej nie będziesz jadł i ćwiczył”. Ja wiedziałem lepiej i twardo kombinowałem. Dzięki Bogu, żyję.

„Ja wiem lepiej” to już w ogóle oddzielna kwestia w przypadku uzależnień, więc na to poświęcić bym musiał osobny wpis. Może jednak warto czasami zadać sobie pytanie: „A co, jeśli to nie ja, a on ma rację? Jeśli to nie ja wiem lepiej?”

8 Responses

  1. Magda M
    | Odpowiedz

    Dobry, refleksyjny wpis… Ciężko jest nam znaleźć złoty środek, zazwyczaj albo zupełnie nie wierzymy w siebie, albo ignorujemy zalecenia i sugestie innych, uważając, że zawsze wiemy lepiej. Smutne, ale niestety prawdziwe 🙁

    • Hz
      | Odpowiedz

      Z moich doświadczeń wynika, że złoty środek tkwi w równowadze pomiędzy
      trzema składowymi: ciało – umysł – duch. Jako ludzie często dążymy
      niestety do autodestrukcji, bo w którejś z tych sfer czegoś nam brakuje.
      Są jednak sposoby i rozwiązania, by sobie z tym radzić – wystarczy
      przede wszystkim chęć i uczciwość w stosunku do siebie samego. 😉 Dzięki za komentarz!

    • Hz
      | Odpowiedz

      Z moich doświadczeń wynika, że złoty środek tkwi w równowadze pomiędzy trzema składowymi: ciało – umysł – duch. Jako ludzie często dążymy niestety do autodestrukcji, bo w którejś z tych sfer czegoś nam brakuje.
      Są jednak sposoby i rozwiązania, by sobie z tym radzić – wystarczy przede wszystkim chęć i uczciwość w stosunku do siebie samego. 😉 Dzięki za komentarz!

  2. Agata Kortyka
    | Odpowiedz

    Żyjąc w naszym codziennym pędzie nie zastanawiamy się nad swoim życiem, ale nawet nad mentalnością naszego społeczeństwa, którym w końcu jesteśmy.

    • Hz
      | Odpowiedz

      Dzięki za komentarz! Fakt, warto się czasami zatrzymać.

    • Hz
      | Odpowiedz

      Dzięki za komentarz! Też myślę, że warto czasem się zastanowić i zwolnić w dzisiejszym pędzie.

  3. Sylwia
    | Odpowiedz

    Jaki ten wpis jest życiowy 🙂

    • Hz
      | Odpowiedz

      Prawda? Dzięki za kom!

Leave a Reply