Początek przygody z muzyką

with Brak komentarzy

Jak to się wszystko zaczęło?

Słuchałem pisałem, pisałem słuchałem – chciałoby się zacytować klasyka, jednak zdecydowanie na początku mojej drogi należałoby postawić na słuchanie.

Jak większość osób z mojego pokolenia, swoją przygodę z rapem zacząłem od Skandalu Molesty – w młodym wieku, nie za bardzo jeszcze kumając slang i odsłuchawszy kasetę, którą starszy brat przyniósł na chatę. Potem górę wzięła mimesis, ponieważ podświadomie właśnie w rapie odnalazłem przestrzeń, w którą mógłbym wyrzucić wszystko to, co siedziało we mnie od dzieciaka; wszystko, czego nie rozumiałem, z czym się nie godziłem lub czym zwyczajnie chciałem się pochwalić i zabłysnąć przed kimś. Cytat z początku akapitu należałoby zatem postawić właśnie w tym miejscu…

Początki

O pierwszych małolackich próbach nie ma co się rozpisywać. W skrócie opisałbym to tak: klepanie bitów bez składu na Fast Trackerze (pod pierwszy nawet nie wiedziałem, jak mam zarapować, tak się kupy nie trzymał…), śmieszne teksty, rapowanie po cichu do kartki lub komputera… W końcu, w wieku 15 lat, nazbierałem na upragniony mikrofon – dynamicznego Shure’a, chyba 90C, za jakieś 90 zł – i mogłem przekonać się, jak brzmię i rapuję. Jarałem się oczywiście niesamowicie. Dziś, gdy posłucham tych nagrań (a mam je na dysku i może kieeedyś je tu wrzucę, jak będzie na to duży popyt, hehe), zamiast euforii wzbudzają śmiech, choć w sercu niewątpliwie budzą również sentyment. W każdym razie, wszelkie te nieudolne próby trwały około 5 lat, podczas których zdążyłem popełnić 4 albumy, o których istnieniu, oprócz mnie, wiedzieli tylko moi przyjaciele, koledzy, znajomi.

Jednym z albumów z tamtego okresu było Pro-Cent-Room. Z niego pochodził napisany przeze mnie podczas nauki do matury numer Dziesięć (opisywał samobójczy skok z dziesięciopiętrowego wieżowca, a każdemu piętru towarzyszyła jedna myśl), który mój ziomek postanowił wrzucić na grupę Białostocki Hip Hop na ś.p. portalu społecznościowym grono.net, gdzie gromadziła się spora część białostockich, hiphopowych aktywistów. Dziesięć się przyjął.

Środowisko, rap, Białystok

Co było potem? Poznałem się z kilkoma osobami ze środowiska, zacząłem nagrywać numery u Blaze’a w domu, z czego wywiązała się w końcu współpraca. W 2009 roku otrzymałem nagrodę publiczności na Zgrzytach, zaczęliśmy pojawiać się na supportach w duecie Hz/Blaze, aż w końcu powstało Proforma Studio – dziś już nieistniejące w ówczesnej formie, z którym wiążą się jednak szalone dla mnie czasy melanży, mixtape’ów i koncertów…

Tego, co mi dały, a co zabrały tamte czasy oraz inne dziejące się w moim życiu wydarzenia, opisywać nie będę. Dowiesz się o tym na pewno, słuchając mojej twórczości, ponieważ od początku do końca jest ona przekrojem mojego życia – sytuacji, emocji, przekonań i postaw w danym momencie egzystencji. Napiszę jedynie, że – aby tak, jak zacząłem wersami Włodiego, tak też Włodiego wersami zakończyć – idzie nowy, idzie lepszy… 5!