Syndrom Narcos: Czemu chcemy być Escobarami

Syndrom Narcos: Czemu chcemy być Escobarami

with 1 komentarz

Syndrom Narcos. „Narcos” obejrzałem szybko. Każdy sezon w 2 dni, po kilka odcinków. Zajebisty serial. A Escobar? Niektórzy rzekliby wręcz: MÓJ IDOL.

Syndrom Narcos – bohater czy zbrodniarz?

Obecnie w „internetach” często trafiam na kłótnie, czy Pablo Escobar faktycznie był zły. Przecież zrobił tyle dobrego. Fundował boiska, rozdawał pieniądze biednym, dbał o Medellin i jego mieszkańców. Rodzina to już w ogóle było jego oczko w głowie. Poza tym „miał tyle pieniędzy, a nigdy nie zrobił sobie zdjęcia z plikiem banknotów”. Szacunek, respekt, winszunek, itpeunek.

Sam, oglądając serial, łapałem się na tym, że postać grana przez Wagnera Moure wzbudzała we mnie przekonanie: „Ej, on nie był taki zły. Miał łeb, dbał o swoich”. Nie ulega jednak wątpliwości, że zamordował setki (tysiące?) niewinnych ludzi. Miliony, jeżeli dodamy konsekwencje ćpania tego, czym handlował. Był bezwzględny i brutalny.

Skąd więc ten szacunek? Nazwałem to – od tak sobie – Syndrom Narcos.

 

syndrom narcos
Źródło: www.freshjive.com

Syndrom Narcos. Depolaryzacja społeczeństwa

W dzisiejszych czasach mamy do czynienia z depolaryzacją płci. Kobiety zaczynają coraz częściej pracować w zawodach jeszcze kiedyś uważanych za wyłącznie męskie. Robią kariery, budują muskulaturę na siłowni, jeżdżą na zawody kulturystyczne. Niektórzy mężczyźni natomiast „niewieścieją”. Coraz częściej pracują w zawodach, w których jeszcze niedawno widziano wyłącznie kobiety. Nie chcę oceniać, co jest OK, a co nie oraz jaki kto powinien być. Naprawdę – żadna praca nie hańbi i każdy ma prawo żyć po swojemu, a facet będący np. ekspedientem w sklepie wcale nie musi być niemęski. Po prostu piszę, co widzę.

Powyższe przykłady to oczywiście nie reguła. Wciąż istnieje dużo związków i rodzin konserwatywnych. Nie oszukujmy się jednak – granice pomiędzy płciami oraz ich rolami społecznymi się zacierają. Wpływ na to mają nie tylko ruchy mniejszości, lecz także globalizacja oraz stan pokoju w większości regionów świata. Podczas niego ludzie nie muszą się tak skupiać na przetrwaniu wymagającym powrotu do pierwotnych ról społecznych (silny samiec zapewniający bezpieczeństwo i byt oraz samica dbająca o ognisko domowe). Znajdujemy sobie inne idee oraz cele w życiu.

Zobacz też: Hz – Mimesis. Drugi singiel z płyty „12 Kroków”

Syndrom Narcos. Kryzys wartości

„I need a hero!” wiszczała kiedyś Bonnie Tyler. Wówczas w Ameryce kreowano superbohaterów – bezinteresownych, krystalicznie dobrych i oddanych społeczeństwu. Noszących maski, by chronić siebie i bliskich, lecz również nie pchać się na afisz (może poza Tonym „Ironmanem” Starkiem, któremu to nie przeszkadzało). Prawdziwe dobro i pomoc są przecież bezinteresowne.

U nas byli „Czterej pancerni”, Borewicz i Kapitan Żbik. Przyznam, że nie oglądałem i nie bardzo znam, więc nie będę się w ich kwestii rozwijał.

Zjawisko depolaryzacji dotyczy obecnie nie tylko płci, lecz również współczesnego systemu wartości. W XX wieku wiadomym było, kto jest zły, a kto dobry. Co wolno, czego nie, a co jest wręcz zabronione. Obecnie nie jest to takie jednoznaczne.

Skąd Syndrom Narcos? Ludziom nudzą się wielkie idee. Religie tracą zaufanie bądź kojarzą się z terroryzmem, stosunek do policji (mimo chętnych do naboru, ale o „modzie na policjantów” może napiszę kiedy indziej) nie jest jednoznaczny, lekarze i farmaceuci trują nas, a politycy… No, oni akurat dalej wzbudzają skrajne emocje.

Szukamy gdzie indziej, bo „tamto już było”. Odkąd mamy powszechny dostęp do Internetu, wychodzi na jaw coraz więcej afer. Jesteśmy bardziej świadomi i nie łykamy tak łatwo cudzych opinii o tym, co „be”, a co „cacy”. Nie to, że zniknęły lemingi – ich jest całe mnóstwo, aczkolwiek wzrasta liczba osób, które nie jest już tak łatwo zmanipulować.

 

Syndrom Narcos – czego potrzebujemy

Pablo Escobar nosi w sobie cechy, których pożąda dzisiejsze społeczeństwo. Był obrzydliwie bogaty. Sława? Miał ją, a że była zła (choć nie u każdego), to już inna sprawa. Szacunek? Oczywiście, że go wzbudzał. Dbał o rodzinę? Jak tylko mógł. Miał jaja, pewność siebie, zbudował imperium. Jak nie szanować takiego człowieka?

Bardziej przykre są kulisy tej sławy. Wojny gangów, w których ginęli niewinni ludzie, zamachy, uzależnienia i śmierć z ich powodu oraz wiele innych. Oglądałeś serial, to wiesz, a jak nie to lepiej sobie poczytaj, bo z serialu i tak wszystkiego się nie dowiesz. Ciekawe, że niektóre osoby, szczególnie młode, potrafią tłumaczyć sobie i innym, że to cena „wyższego dobra” i jak chce się coś osiągnąć, to wymagane są ofiary.

Serio?

syndrom narcos

Syndrom Narcos. Złe jest łatwiejsze

Zło zawsze było bardziej atrakcyjne, krzykliwe, jaskrawsze, a droga do niego – krótsza i łatwiejsza. Sławni zbrodniarze cieszą się często większym uznaniem niż osoby skromne, robiące wiele dobrego. Czy słusznie?

Nie chcę oceniać tutaj, co dobre, a co złe, ani narzucać komuś, co powinien myśleć. Moi superbohaterowie pochodzili z lat 80. i 90. Myślę, że uczyli wartościowych zachowań i postaw. M.in., że nie powinno się budować własnego szczęścia na cudzym nieszczęściu.

Narcos | Official Trailer [HD] Netflix

  • Karolina Ostrowska

    Człowiek jak człowiek… oceniać można różnie. Dla niektórych dobry ojciec i fundator a dla innych bezwzględny morderca. Niestety odrobiną dobra nie wymaże się mnóstwa zła..